powstanie 2013-08-03 21:22
 Oceń wpis
   

 Warszawa jest stolicą, to mamy stały problem ośrodków opiniotwórczych (mediów i polityków), które działają w Warszawie i często nie potrafią rozróżnić lokalnego punktu widzenia, od punktu widzenia ogólnokrajowego. Przerabiamy więc, jako ogólnokrajowy spektakl próbę odwołania HGW; przerabiamy budowę drugiej linii metra; przerabiamy problemy Legii (czy rzadziej Polonii), jakbyśmy wszyscy byli jej kibicami z przymusu. I przerabiamy też powstanie warszawskie.

Pytanie: który z tych aspektów przynosi nam syreny o 17-tej? Czy to jest kwestia znaczenia powstania w historii? Według mojej opinii nie, choć znaczenie historyczne PW jest wciąż dyskutowane.
Czy to jest kwestia budowania świadomości patriotycznej (czy patriotyczno-ideologicznej)? Może ale też wątpię Polska jest różnorodna, a sytuację opisaną przez Waldemara znam z zupełnie innego miejsca w Polsce I jest dokładnie tak samo.
Więc zostaje kwestia obecnego w mediach powstania, z którym wypada coś zrobić, nawet jeśli poza Warszawą identyfikacja z nim jest słaba (a przynajmniej wyraźnie słabsza). Stąd z jednej strony syreny uruchamiane na polecenie władz, z drugiej strony brak zainteresowania nimi zwykłych obywateli.
Tagi: warszawa
 
teriapia 2013-08-03 21:18
 Oceń wpis
   

 pewne wybory terapii są zarezerwowane do decyzji lekarza a pozostałe (nie wymagające kompetencji fachowych) dla konsumenta.

Granice wyznacza wiedza naukowa (dla jasności dodam medyczna, bo nie wszyscy na blogu mają świadomość istnienia takiej dziedziny), sformalizowana prawem tak jest także w Polsce; prawo dzielące granice decyzji pacjenta i lekarza jest jasne i racjonalne, co nie znaczy, że nie jest łamane.
Model cywilizowany obejmuje więc oba warianty i możliwości decyzyjne, wyrażający adekwatny społeczny podział kompetencji i zadań.
W przeciwieństwie do znanego ofiarom pokąsanych przez wuml-e modelu rządu kucharek.
Problem pojawia się wtedy, gdy niedostatek profesjonalnych standardów kusi populistów, aby pod pretekstem uwolnienia decyzji konsumenta przesuwać granice i zawłaszczać decyzje profesjonalne na rzecz słusznej woli ludu.
Naturalnie, ta wola ludu ma w istocie i jedynie napędzać siłę i skarbiec władzy, kosztem ubezwłasnowolnionego tą manipulacją obywatela i podatnika.
Tego typu podejście cofa nas cywilizacyjnie i degeneruje społecznie aby nie rozdymać wątku, dodam że oczywiście nie tylko w omawianym tu przykładzie relacji lekarz-pacjent i w ogóle funkcji publicznych państwa, ale w standardzie polityki en bloc.
Dlatego dęcie balona afery z pieczątkami (jako rzekomego objawu korupcji lekarzy) to wart komentarza objaw szerszego schorzenia społecznego skuteczności szczucia, jako narzędzia divide et impera w rękach nieopatrznie wybranych rządów.
Tagi: nauka, leczenie
 
pracownicy 2013-03-30 19:59
 Oceń wpis
   

 Głównym problemem kapitalizmu rynkowego był, jest i zawsze będzie zbyt, stad tez zawsze najwiecej ofert pracy jest zawsze dla roznego rodzaju sprzedawcow (sales people) i marketingowcow. Tylko ludzie, nie mający zadnej stycznosci z rynkiem oraz gospodarka, moga twierdzic inaczej

2. Nie, pracownika NIE powinno obchodzić samopoczucie pracodawcy, gdyż powodzenie firmy zalezy glownie od pracownikow tejze firmy, a nie od ich wlascicieli. Śmieszne, a takze tragiczne jest zas to, ze polski przedsiebiorca nie chce zrozumiec, ze losy jego fimy sa w rekach ludzi, ktorych on(a) w niej zatrudnia.
3. Mysle, ze minimum 3 tys. zl netto na miesiac, a w duzych miastach conajmniej tysiac zl wicej. To sa zreszta smieszne grosze mniej niz tysiac euro na miesiac.
4. Zgoda, ze wszędzie w sektirze prywatnym trzeba zwolnić pracownika, jeśli nie przynosi on(a)zysku. A lekarz zatrudniony w panstwowym szpitalu NIE przynosi zysku, nawet jesli świadczy on specjalistyczną usługę. Zysk przynosi on(a) w sektorze prywatnym, ale kogo z Polakow stac jest dzis na zaplacenie conajmnej 500 zl za jedna wizyte u specjalisty, a tyle przeciez musi on(a) liczyc, aby jego firma byla rentowna, gdyz musi on(a) z tych 500 zl oplacic tez czynsz, amortyzacje drogiego, specjalistycznego sprzetu oraz płace niezbednego personelu pomocniczego.
5. Wszedzie daje Pan do zrozumienia, ze umowa o pracę jest przywilejem, szczegolnie taka na czas nieokreslony i w sektorze panstwowym.
6. Przedsiebiorcy sa niczym bez pracownikow. Jesli nie beda oni uczciwie placic swym pracownikom, to ci pracownicy wyemigruja, a w Polsce zostana tylko sami wlasciciele firm, ktore jednak nie beda w stanie dzialac bez niezbednego personelu.
 
 
 
Europo co dalej 2011-12-22 22:34
 Oceń wpis
   
Moim zdaniem, Europa pozostanie federacją mniej lub bardziej suwerennych państw przez wiele lat, integrujących się powoli przy ścierających się interesach, integrujących się z różną prędkością.A priori Niemcy są bardziej suwerenne od Malty. Projekt wspólnej waluty europejskiej (EMU) był zbyt upolityczniony, oczywiście ścierały się interesy poszczególnych rządów i gospodarek krajowych, ideą przewodnią była integracja z przełamywaniem oporów natury ekonomicznej, z niepotrzebnymi kosztami ukoronowanymi spowolnieniem wzrostu w całej strefie. Projekt Unii Gospodarczej i Walutowej ma rozliczne składowe, Polska musi w nim uczestniczyć. Lepiej jeśli jest blisko głównych decydentów i argumentuje twardo swoje potrzeby i ukazuje swoją wartość, jak to zrobił Sikorski mówiąc o zyskach UE z handlu z krajami na jej wschodniej flance. Pozostawanie poza unią walutową przez 5-15 lat ma swoje zalety dla kraju rozwijającego się szybciej niż reszta Unii, dostosowującego ceny krajowe, podnoszącego produktywność pracy, etc. Spełnienie kryteriów Maastricht jest celem samym w sobie dla reform krajowych. Retoryka dzielenia się suwerennością jest dobra, dopóki o rezygnowania z polskiej państwowości nikt od nas nie wymaga. Pożyczka do MFW 4-7 mld euro jest przegrupowaniem rezerw NBP, Polskę na to stać bez uszczerbku dla bezpieczeństwa jej waluty oraz suwerenności polityki monetarnej i fiskalnej, praktycznie rzecz biorąc. Jedno co można proPiSowskim komentatorom oddać jest to, że nie przyjęcie waluty euro w sprzyjających do tego latach po 2005 roku okazało się jednak zbawienne dla polskiej gospodarki.
Stałem się eurosceptykiem walutowym obserwując bliżej ostatnie wydarzenie i czytając o historii integracji walutowej w czasach „węża” i ERM. Ciekawe co na to mówi Balcerowicz, Gadomski, faktycznie min. Rostowski zdaje się być, mimo swej „wojennej” retoryki, też dość sceptycznie nastawiony.
Zaś międlenie „eurosceptycznych” i krajowych symboli jest doskonałą pisaniną na świąteczne wieczory inspirującą do świątecznych pogaduszek, ale nie edukują one opinii publicznej o prawdziwych problemach integracyjnych jakie przed Polską stoją.

Stałem się eurosceptykiem walutowym obserwując bliżej ostatnie wydarzenie i czytając o historii integracji walutowej w czasach „węża” i ERM. Ciekawe co na to mówi Balcerowicz, Gadomski, faktycznie min. Rostowski zdaje się być, mimo swej „wojennej” retoryki, też dość sceptycznie nastawiony.

Zaś międlenie „eurosceptycznych” i krajowych symboli jest doskonałą pisaniną na świąteczne wieczory inspirującą do świątecznych pogaduszek, ale nie edukują one opinii publicznej o prawdziwych problemach integracyjnych jakie przed Polską stoją.